08.2014Mailingi i NewsletteryNowości

Budujemy miasto

Wizja jest piękna, śmiała, odważna… dla niektórych wręcz szalona – budujemy miasto internetowe. Miasto ludzi twórczych, aktywnych, chcących dać z siebie coś, co mają najlepszego, bo mają taką ochotę, a nie dlatego, że można na tym zarobić. Ale wizje – zwłaszcza te wielkie – mają to do siebie, że na początku przerastają swoich twórców. Czasem są po prostu tak duże, że trzeba długiego czasu i wiele środków aby do nich dorosnąć i je zrealizować – podobnie jest tutaj.

Wizja rozwija się wraz z właścicielem lub odwrotnie, właściciel rozwija się aby sprostać wizji, którą wysnuł. Jestem zwolennikiem teorii, że jeśli coś Ci się pojawiło w głowie, to znaczy, że jesteś w stanie to zrealizować, więc wizja żyje i wciąż jest realizowana, choć z oczywistych względów nie może to iść szybko. Jakie to względy?

Ponieważ nie wychodzę z wielkiego biznesu, ani nawet z małego ;), wszystkiego trzeba było uczyć się od zera. Sprawiło to, że podjęte zostały decyzje, które raczej nie były trafne. Kosztowały wiele czasu i nerwów, o pieniądzach nie wspomnę. Nawiązane współprace, np. z kolejnymi programistami miały na celu chyba tylko zbieranie doświadczeń, bo biznesowo w żaden sposób się nie udały. A plany były takie wielkie…

Niektórzy mają w sobie naturalną odwagę, śmiałość do działania, rozmawiania, przemawiania, nawiązywania kontaktów, bycia w towarzystwie i w światku. Ja się tego uczę, przyzwyczajam, odkrywam, coraz śmielej doświadczam, wiedząc, że mam to w sobie ale to proces, który idzie, mam wrażenie równolegle z procesami innych ludzi, którzy są zaangażowani w to, co robię.

Wszystko to sprawiało, sprawia i będzie sprawiać, że Artelis.pl i pokrewne serwisy rozwijają się wraz ze mną, ich właścicielem. To dobrze? Tak, jeśli jestem silny i świadomy, źle jeśli… to już minęło, mija i nie roztrząsajmy 😉

Od początku 2006 r. do chwili obecnej Artelis to ponad 39000 artykułów i ponad 29000 autorów. Odwiedzany przez około 3000 unikalnych użytkowników dziennie stanowi najsilniejszy portal w Polsce w swojej niszowej branży. Ludzie po prostu chcą prezentować siebie i swoją działalność publikując swe najlepsze artykuły. To była bardzo krzepiąca wizja. Była, bo z czasem, niestety, pozwoliłem też na to, by system się zaspamował… I zmiana tej tendencji jest teraz głównie na celowniku – aby znów przywrócić dobre pisanie, aby znów publikowali u nas także prawdziwi autorzy, ludzie wiedzy i chęci.

Z naszą wizją nawiązywaliśmy wspaniałe współprace, które niestety rozbijały się właśnie o brak widocznych postępów przy serwisie, skrypcie. I o brak budżetu.

Budżet to osobna historia. Nie wiem, jak przeżyłem te osiem lat 😉 Na początku Artelis był hobbystyczny, nie miał na celu zarabiania, choć „projekt jest milionowy” ale jak i kiedy – nie wiadomo. Niewielkie wpływy pozwalały na podstawowe funkcjonowanie ale, wraz z chęcią pójścia dalej, rozpoczęcia programów stażowych, zatrudnienia pracowników, uruchomienia usług, wszystko poszło do przodu tak, że obecnie budżet jest ciągle w deficycie…

Więc do mam? Ani umiejętności biznesowych, ani społecznych, śmiałości czy budżetu… Wygląda to dość ciekawie 😉 chodzi jednak o tę wizję i przeświadczenie, że to jest coś mojego, coś co mam zrealizować. Mam cierpliwość i wytrwałość w dążeniu swoją drogą. A podobno do cierpliwych świat należy. Co jeszcze mam? Szczerość i wiarę w ludzi – czasem aż za dużą – ale głęboko wierzę w naturalne dobro człowieka, które jeśli nie jest poddane złemu programowaniu i wpływom rozkwita jak kwiat obdarzając wszystkich swym urokiem, zapachem, pięknem.

Mam też w związku z tym świra na punkcie zgłębiania tego, kim i czym jesteśmy i to daje ogromną siłę i wiarę. W związku z tym mam „coś”, czego nie jestem w stanie określić i nawet nie będę próbował, ale jeśli się skupisz, to odbierzesz to i odczujesz. To woń energetyczna, która się unosi nad każdym dziełem, każdym słowem, każdym artykułem, który wychodzi spod mojej ręki. Każdy ma taką woń, każdy zostawia po sobie taki ślad energetyczny, który go identyfikuje. Każdy z nas jest kwiatem…

Publikujemy ten newsletter nie wierząc, nie dopuszczając takiej opcji, że się nie uda, że nie przyniesie czegoś dobrego. Paradoksalnie, nasza obecna sytuacja jest z jednej strony naszym największym zagrożeniem, jak i największą szansą. Zmusza nas, mnie do działania nieszablonowego, działania „nielogicznego”, odważnego. Gdy nie ma już nic do stracenia… pozostaje wszystko do zyskania. „To desperacja?” zapytasz. Między atakiem desperacji, a szałem uniesienia jest wielka różnica, choć na pierwszy rzut oka mogą wyglądać podobne. W tym pierwszym działasz powodowany strachem i rozpaczą. W tym drugim odwagą i wiarą. Pierwszy jest skokiem w przepaść a drugi, skokiem… też w przepaść, ale z trampoliny… w pierwszym przypadku nie widzisz żadnych szans, w drugim wiesz, że „coś” się stanie.

Ludzie dzielą się na dwa rodzaje, na tych, którzy wierzą w przypadki i na tych, którym brak tej wiary. Inna wersja tego powiedzenia jest taka, że są Ci, co wierzą w cuda i Ci, co w nie nie wierzą… Wiara w cuda i wiara, że nie ma przypadków sprawia, że jestem w stanie funkcjonować, żyć, pisać to dla Ciebie. Dla mnie życie jest czymś więcej, niż tylko pięciominutowym wystąpieniem na scenie, to część wieloetapowego spektaklu w którym grasz różne role, a chodzi przede wszystkim o aktora, który staje się reżyserem i sztuką, niż o publiczność jako taką.

Ten tekst jest napisany na otwarcie naszego newslettera. Jako tekst przedstawiający miasto, przedstawiający właściciela serwisu Artelis.pl, tak abyś wiedział kto do Ciebie pisze i czyje energie wciągasz. Szczerość tego tekstu może być zaskoczeniem dla wielu, ale jak pisałem to w tekście o life marketingu – „takie czasy Panie”. Inaczej nie ma sensu.

Z serdecznym pozdrowieniem

Krzysztof Kina

 

 

P.S. Wszelkie uwagi mile widziane, proszę je kierować na adres [email protected] . Jeśli czujesz, że chcesz, możesz pomóc, pisz, działaj – na blogu są dodatkowe informacje co zrobić.

Artelisujmy – Niech się dzieje!

01.08.2014

Artelis.pl

Dziel się dobrym
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Close
Close